Samotnosc w sieci – bylo takie dzielo
Fajnie sie czytalo wtedy choc denerwujace bylo nagromadzenie wg. mnie na sile serii zlosliwych przypadkow. Rozumiem istnieja czarne serie ale tego powiesci nie udalo sie ukryc.
Mialem chec na dalszy ciag ale do niego w koncu nie dotarlem, mialem wlasne doswiadczenia a ta ksiazka jedynie je nieco odswiezyla i pokazala swiatu, dzieki czemu nie musialem juz kazdemu opowiadac co to internet i znajomosci internetowe.
Moj okres fascynacji juz mijal bo od 1998 roku sporo wody uplynelo.
Jak wspomnialem w http://gutlig.wordpress.com/2008/06/25/samotnosc-w-sieci/ powiesc ta pokazala sie w ostatniej chwili bo dzisiaj juz oparcie akcji o pierwsze emocje z internetu sa niemozliwe, chyba, ze ktos chowal sie w jaskini.
Teraz w radio dosc dziwna reklama zachwala inna ksiazke debiut, wczoraj. Dzis juz jest na necie do kupienia, ciekawe. Moze zmusze kogos do przeczytania i podzielenia sie opinia, moze ktos mnie zaskoczy. A moze po prostu wpadnie w moje rece. Jesli jednak poczuje w niej amatorskie fascynacje debiutanta, to skosze ja w tym samym miejscu w jakim mnie spotkala. Juz sam podtytul mnie denerwuje hehe. Gosiaczek39 – Nikt nie zasługuje na to by być zdradzanym
Jest fragment, wiec pewnie on zadecyduje, ok nie wazne nie mialem sie tak rozpisywac na tym blogu.
Refleksje z przeszłości
..ostatnio pojawia się
w nocy jak nie mogę zasnąc, przeważnie nie do
wykorzystania, czemu nie można zasnąć, czemu mysli sie
rodzą jedna po drugiej jak na prochach.. butla z
winkiem za daleko(już pusta). zapis jednej z takich
nocy:
Miłość .. ciężar do niesienia we dwoje,
gdy ta druga osoba nie chce, nie może ci pomoc
dźwigać, szukaj natychmiast innej, inaczej to cię
przygniecie. Cierpi z miłości ktos, kto ma dużo
wolnego czasu. Ale..co z tego, że miałem go mało. W
sprzyjających warunkach miłość mnoży się wkoło jak
wirus, gdybym mógł wybrać, wybrałbym aby nie istniała,
tak samo jak grypa. Jeżeli istnieje reinkarnacja, w
przyszłym życiu chcę być niczym i niech to będzie moje
ostatnie wcielenie.
Albo czymś metafizycznym,
napewno nie człowiekiem i bez pamięci o byciu nim. Bez
pamięci.
Człowiekiem.. zlepkiem substancji ze
świadomością, przekonaniem o własnej indywidualności i
duchowości, które zmienia się jednak pod wpływem sił
fizycznych. Gdzie tu sens słowa dusza ? W takim
kontekście duszy nie ma. Chociaż.. nie.. może istnieć,
fakt. Jak program komputerowy. Może być jeden -
określony, a na każdym komputerze i tak działa
inaczej, przez ograniczenia i usterki maszyny. Istota
programu pozostanie jednak niezmienna – idea. Bo sam
program jako taki może w wadliwym środowisku ulec
degradacji.
Czy chciałbym być ideą ?
Wygląda
na to, że każdy jest ideą. Bóg mógł napisać program
DUSZA i zainstalować na paru stworach by sprawdzić,
jak to twórca, jego działanie w praktyce. To czy
program – dusza działa dobrze czy źle..nie ma
znaczenia – liczy się przyjemność czerpana przez niego
z doświadczenia.
Skoro miłość-dusza-program ..
powinno się dać wywołać miłość między komputerami.
Wirus.. Miłość – wymiana informacji, ciągła
komunikacja z wybranym celem, duże napięcie, natężenie
wysyłanych komunikatów wszelkiego rodzaju, ciągła
gonitwa aż do zwisu. Czy ludzie będąc twórcami
komputerowych dusz, łączą je sobie dla zabawy – czy
Bóg więc nie wie, że miłość boli ?
A może bym
chciał być myślą, snem ?
Po chwili zastanowienia..
niby tak. Ale własną. Jednak przecież i sen i myśl
mogą się znudzić, ile można myśleć o tym samym, nawet
błogim stanie? Można, nie będąc organizmem. Bo nuda to
efekt zmęczenia materiału, aspekt typowo fizyczny.
Dusza bez ciała nie powinna się więc nudzić. Jeżeli
więc Bóg istnieje, powinien być nienudzącą się myślą.
Mogłby kontemplować zainstalowane przez siebie dusze
do woli, nonstop. Obserwować je jak ziarnka piasku w
klepsydrze. Właśnie.. skoro nie człowiekiem.. może by
stać się piaskiem.. kamień.. wieczny spokój..
Jednak czemu, jeżeli w każdym człowieku byłaby ta
sama dusza-program, mieliby oni być tak różni od
siebie? Różne warunki otoczenia, różnej sprawności
ciała ..mózgi. Tak… to znaczyłoby..że największym
balastem człowieka, jest jego mózg. Ogranicza duszę.
Ale.. według tej teorii, nawet kamień musi znać
sposób jak być kamieniem. Ma swój program. Więc
reasumując.. wszystko ma duszę, zwierzęta,
rośliny..cholera ..reinkarnacja.
Czemu cholera ?
Bo to znowu znaczy, że wszystko co jesz, dotykasz,
widzisz, zabijasz – mogło być kiedyś człowiekiem..
To by także znaczylo, że fakt iż człowiek ma
świadomość istnienia, nie daje mu absolutnie żadnej
przewagi ani powodu do dumy czy radości, przywileju
mianowania się najważniejszym, najdoskonalszą istotą
na Ziemi, bo jest tylko jednym z pojemników.
Kamień nie wie, bo nie musi.
koniec zapisu
- zasnąłem
W 2003 takie miałem przemyślenia, po paru latach idea kamienia jest jednak aktualna.
Doświadczony czytelnik wie, że nocne pisanie wymaga dystansu. Niedoświadczonemu przypominam.